Porno kojarzy mi się głównie z gołymi cyckami i penisami wielkimi jak maczugi. Nijak ma się to do jedzenia. Ewentualnie można to rozumieć poprzez pryzmat tego, że obie te rzeczy dają nam przyjemność.
Obecnie na instagramie znajduje się ponad 37 milinów zdjęć podpisanym właśnie tym tagiem. Dodatkowo są też bliźniaczo podobne tagi typu: #foodpornography, #foodporno, a nawet #foodpornstar - to akurat najmniej rozumiem, czy może chodzić o seksownie wypieczonego kurczaka, ociekającego tłuszczem?
Społeczność internetowa zmierza chyba w złym kierunku. Jak można chwalić się jedzeniem, kiedy gdzieś żyją ludzie, którzy mają je w ustach od święta?
Foodporn dla mnie? Ależ oczywiście. Chłopaki z mało znanego zespołu Red Fang, nagrali kawałek, w którym dokładnie pokazali to czym dla mnie jest foodporn. Nie widziałem jeszcze nigdy tak dokładnie przedstawionego gwałtu jedzenia. A oto ich dzieło:


0 komentarze:
Prześlij komentarz